Polski Hogwart
środa, 5 czerwca 2013
Tamdaradam! Ogłoszenie!
Jeśli ktoś patrzy uważnie, może zauważyć, że jedno nazwisko zniknęło z grona autorów. Basia z powodów prywatnych postanowiła opuścić tego oto bloga. Historia Wiktorii prawdopodobnie nie zostanie dokończona, no cóż, wyszło jak wyszło. Wielkie przepraszam, dla czytaczy śledzących losy tej oto bohaterki, postaramy się to jakoś nadrobić. Notka o Angelice Oczko nie wejdzie niestety w tym tygodniu, ale ręczę, że wejdzie w następnym. Co do części Tomeczka to wejdzie ona w niedzielę, w każdym razie tak jest w planach. Jeśli chodzi o Melody, to termin jest jeszcze nieokreślony, ale na pewno wejdzie. Postaramy się to wszystko złożyć jakoś do kupy. Ach i jeszcze jedno. Stworzyłam dodatkowe okienka, tak, by nie trzeba było szukać po datach. Są one też na wypadek, gdyby ktoś wyjątkowo nie lubił którejś z postaci i chał czytać tylko wybrane. Mam nadzieję, że ewentualnym czytelnikom ułatwi to trochę życie.
To wszystko na dziś. Zachęcamy do czytania rozdziałów i komentowania!
piątek, 24 maja 2013
Melody i 7 kamieni grzechów
Nazywam się Melody, mam 16 lat i pochodzę z domu Angelussiren. Dzisiejszy dzień był naprawdę wkurzający, mogę go spokojnie dodać do jednego z dni pechowych, kiedy wychodziłam na korytarz omal nie zostałam potrącona przez rudowłosą dziewczynę, zgubiłam książkę zielarską i wplątałam się w niezłe bagno... bano... czyli punktem kulminacyjnym w tym bagnie była moja kuzynka. Kidy schodziłam ze schodów aby udać się do klasy na lekcję alchemii w mojej nodze coś strzykło (w sztucznej nodze oczywiście), upadłam na barierkę, nie mogłam utrzymać równowagi więc postanowiłam usiąść na schodku, "Nic ci nie jest?" zapytała kuzynka, "N-nie... wszystko w porządku... tylko... nie potrafię ustać na nogach..." odpowiedziałam. Aurelia wzięła mnie szybko pod rękę i ruszyłyśmy w stronę pielęgniarki.
- Hej, Melody... - zapytała Aurelia.
- Tak? - odpowiedziałam.
- Ciocia... no wiesz, ciocia Elen opowiadała mi o siedmiu kamieniach grzechu... czy... czy to prawda że jedno z nich jest w twoim oku?! - zamilkłam, to co powiedziała moje kuzynka zaskoczyło mnie, przecież jak to możliwe aby ktokolwiek pamiętał o tym wydarzeniu...
- Tak. - Nie miałam innego wyboru, Aurelia jest dla mnie jak siostra, nie mogłam skłamać.
- I... i jak ten kamień wygląda?
- Te kamienie właściwie nie mają kształtu, ale my, czyli śmiertelnicy, spostrzegamy je jako serca.
- Serca? - usiadłyśmy na ławce aby chwilkę odpocząć.
- Tak, serca. Każde z tych serc posiada w sobie energię: Ognia, Wody, Ziemi, Flory, Światła i Ciemności.
- A... a ten w twoim oku?
- To kamień Duszy, nie mogli go wyciągnąć ponieważ był za potężny... najwyraźniej moja dusza jakoś go "uśpiła" i dzięki temu jego wpływy na ten świat są neutralne...
- A skąd ty to wiesz? Skąd mogę wiedzieć czy nie jesteś czasem jakimś demonem czy ciort wie czym! - zaśmiała się.
- Bo wiem, jak mogłabym nie wiedzieć co we mnie siedzi? - odwzajemniłam uśmiech, wstałyśmy i ruszyłyśmy dalej.
Dotarłyśmy do pielęgniarki, która wymieniła mi protezę na nową, teraz obecnie siedzę i umieram z nudów na lekcji z eliksirów. Ten dzień naprawdę nie był udany, zepsuta proteza, zdradzenie tajemnicy... i ten ból głowy i niepokój... niestety w obecnej chwili mogę tylko siedzieć i czekać aż ból minie, nie lubię faszerować się tabletkami... na tyle jest dobrze, że wreszcie pocztą przybyła moja ukochana sówka, rasa: płomykówka, imię: Casia, jedyna istota na tym świecie, która mnie rozumie jak nikt... oczywiście kocham swoją kuzynkę ale dla mnie jest za bardzo do przodu.... ja wolę iść swoim wolnym krokiem.
- Hej, Melody... - zapytała Aurelia.
- Tak? - odpowiedziałam.
- Ciocia... no wiesz, ciocia Elen opowiadała mi o siedmiu kamieniach grzechu... czy... czy to prawda że jedno z nich jest w twoim oku?! - zamilkłam, to co powiedziała moje kuzynka zaskoczyło mnie, przecież jak to możliwe aby ktokolwiek pamiętał o tym wydarzeniu...
- Tak. - Nie miałam innego wyboru, Aurelia jest dla mnie jak siostra, nie mogłam skłamać.
- I... i jak ten kamień wygląda?
- Te kamienie właściwie nie mają kształtu, ale my, czyli śmiertelnicy, spostrzegamy je jako serca.
- Serca? - usiadłyśmy na ławce aby chwilkę odpocząć.
- Tak, serca. Każde z tych serc posiada w sobie energię: Ognia, Wody, Ziemi, Flory, Światła i Ciemności.
- A... a ten w twoim oku?
- To kamień Duszy, nie mogli go wyciągnąć ponieważ był za potężny... najwyraźniej moja dusza jakoś go "uśpiła" i dzięki temu jego wpływy na ten świat są neutralne...
- A skąd ty to wiesz? Skąd mogę wiedzieć czy nie jesteś czasem jakimś demonem czy ciort wie czym! - zaśmiała się.
- Bo wiem, jak mogłabym nie wiedzieć co we mnie siedzi? - odwzajemniłam uśmiech, wstałyśmy i ruszyłyśmy dalej.
Dotarłyśmy do pielęgniarki, która wymieniła mi protezę na nową, teraz obecnie siedzę i umieram z nudów na lekcji z eliksirów. Ten dzień naprawdę nie był udany, zepsuta proteza, zdradzenie tajemnicy... i ten ból głowy i niepokój... niestety w obecnej chwili mogę tylko siedzieć i czekać aż ból minie, nie lubię faszerować się tabletkami... na tyle jest dobrze, że wreszcie pocztą przybyła moja ukochana sówka, rasa: płomykówka, imię: Casia, jedyna istota na tym świecie, która mnie rozumie jak nikt... oczywiście kocham swoją kuzynkę ale dla mnie jest za bardzo do przodu.... ja wolę iść swoim wolnym krokiem.
czwartek, 23 maja 2013
Wiktoria Ptak -kolejna opowieść
Światło.
Ciemność.
Znowu światło.
Ale jednak ciemność .
To jak w końcu !!! . Otwieram szeroko oczy i widzę Elę. Wpatrywała się w moje zaspane małe oczka. Zastanawiałam się czemu tak wpatruje się w moje oczy ? Powiedziałam :
- Coś mi do oka wpadło ???
- Nie, a czemu pytasz ? -odpowiedziała ze zdziwieniem .
- Tak patrzysz się w moje oczy jak w jakieś zjawisko pogodowe .- Odpowiedziałam.
- Zmieniły się są bardziej błękitne niż kiedykolwiek .
-dzięki za info. -Wstałam z łóżka ,przetarłam oczy i zaczęłam się ubierać . Nie dziwi mnie zachowanie mojej lokatorki .Ona zawsze zachowuje się podejrzanie więc do końca jej nie ufam .
-Lekcje zaczynają się o 8.00 A teraz jest ...- spojrzałam na zegarek który wisiał na ścianie i byłam zaskoczona .- Co 7.59!!!
Zaczęłam biegać po pokoju szukając mojego zegarka na szyje . Zrobiłam małe nie typowe porządki .I nagle zobaczyłam coś świecącego w kącie pokoju .Podeszłam do tego i okazało się że to moja zguba. Wzięłam go do ręki i zakręciłam dwa razy pokrętłem . W ten sposób cofnęłam czas o 20 minut . Byłam zadowolona z czego zrobiłam choć jest zabronione na terenie szkoły używać takich magicznych urządzeń do kontrolowania czasu.
Wybiegłam z pokoju na korytarz gdzie czekali na mnie Tycjan i Feliks . Uśmiechnęłam się do nich i podbiegłam .Przywitałam się z nimi i poszliśmy na lekcje Transmutacji. Przedmiotu uczy Pani Urszula Bąk. Jest bardzo surowa i trudno u niej mieć najwyższą ocenę. Najmniejszy błąd i z ciebie będzie klops w majonezie. Na serio.
Dziś akurat uczyliśmy się jak zamieniać latającej książki w myszy. Pani rozdała nam te książki . Po rozdaniu książek pokazała jak zamienić książkę w mysz . Machnęła różdżką i burknęła pod nosem. Nikt nie zrozumiał ale na tablicy było napisane zaklęcie więc nikt się nie martwił a brzmiało ,, Snufflifors".Pani potem usiadła na krześle i zaczęła przymrużać oczy .I nagle do głowy wpadł mi pomysł . Szepnęłam do Feliksa I Tycjana.
- Czy myślicie o tym co ja .
zadziornie się uśmiechnęli i kiwnęli głową .Wypowiedziałam zaklęcie i i złapałam mysz za ogon. Popatrzyłam się na mysz Feliksa ,Tycjana i na moją mysz . Moja mysz nie była taka sama jak chłopaków . Alfons siedzący przed nami śmiejąc się powiedział:
-Haha wyczarowałaś kartofla .
- A widziałeś swojego bo wygląda na anorektyka .-Ja dogryzając mu .
- Biedaczek jego pańciu nie karmi go a raczej zjada sam bo mu szkoda przeterminowanego serka oddawać myszce . - Dodając Feliks.
Zaczęliśmy śmiać po cichu . Myślałam że wybuchnę ze śmiechu ale bałam się Sroki śpiącej .Niestety Alfons jest kapusiem i zgłosił jej mój nie udany ,,projekt " i dostałam po uszach przez tego gamonia .Pani Urszula wstała z zimowego snu i zaczęła wytykać moje błędy praktyczne . Nie zbyt dobrze się czułam jak pani przed klasą zaczęła mnie pouczać.Po lekcjach musiałam przyjść na kółko wyrównawcze . To nie było fer .Jego mysz była w opłakanym stanie. Nie pójdzie mu to na sucho .
Mojego szczurka było szkoda znów zamieniać w książkę od zielarstwa ( nie moja ) więc złapałam w spiżarni innego szczura który potem był książką .Za złapanie szczura w spiżarce od kucharek dostałam słodycze (magiczne ) . Mogę komuś zrobić psikusa .Szczur którego oszczędziłam nazwałam Rex .Jest taki słodziutki i posłuszny. Jest bardzo inteligenty i rozumiemy się bez dwóch zdań .
Po południu wyszłam z chłopakami na świeże powietrze . Tam spotkaliśmy Alfonsa i jego bandę : Eryka i Zbigniewa. Tylko że Eryk i Zbigniew jest z Łojoskonu . Popatrzyłam się groźnym spojrzeniem i minęliśmy ich tylko że ja coś jeszcze zrobiłam. Zamieniłam ich głos na głos świni na 5 minut. Śmiesznie kwiczeli nawet nie zauważyli że rozmawiają inaczej .
Wiem że moja wyobraźnia nie zna granic ale porostu tak mam i nie da się nic zmienić.
Ostatnio jakoś wyczuwam że coś nie tak się w naszej szkole dzieje . Słonce przekrywa mrok tajemnic . Rex ciągle się wierci i piszczy .
Kreci mi się w głowie . Gdzie ja jestem ?Czy ktoś mnie słyszy ? Feliks , Tycjan pomóż mi . Dlaczego mnie nie rozumieeecieeeee.
( CIĄG DALSZY NASTĄPI )
Ciemność.
Znowu światło.
Ale jednak ciemność .
To jak w końcu !!! . Otwieram szeroko oczy i widzę Elę. Wpatrywała się w moje zaspane małe oczka. Zastanawiałam się czemu tak wpatruje się w moje oczy ? Powiedziałam :
- Coś mi do oka wpadło ???
- Nie, a czemu pytasz ? -odpowiedziała ze zdziwieniem .
- Tak patrzysz się w moje oczy jak w jakieś zjawisko pogodowe .- Odpowiedziałam.
- Zmieniły się są bardziej błękitne niż kiedykolwiek .
-dzięki za info. -Wstałam z łóżka ,przetarłam oczy i zaczęłam się ubierać . Nie dziwi mnie zachowanie mojej lokatorki .Ona zawsze zachowuje się podejrzanie więc do końca jej nie ufam .
-Lekcje zaczynają się o 8.00 A teraz jest ...- spojrzałam na zegarek który wisiał na ścianie i byłam zaskoczona .- Co 7.59!!!
Zaczęłam biegać po pokoju szukając mojego zegarka na szyje . Zrobiłam małe nie typowe porządki .I nagle zobaczyłam coś świecącego w kącie pokoju .Podeszłam do tego i okazało się że to moja zguba. Wzięłam go do ręki i zakręciłam dwa razy pokrętłem . W ten sposób cofnęłam czas o 20 minut . Byłam zadowolona z czego zrobiłam choć jest zabronione na terenie szkoły używać takich magicznych urządzeń do kontrolowania czasu.
Wybiegłam z pokoju na korytarz gdzie czekali na mnie Tycjan i Feliks . Uśmiechnęłam się do nich i podbiegłam .Przywitałam się z nimi i poszliśmy na lekcje Transmutacji. Przedmiotu uczy Pani Urszula Bąk. Jest bardzo surowa i trudno u niej mieć najwyższą ocenę. Najmniejszy błąd i z ciebie będzie klops w majonezie. Na serio.
Dziś akurat uczyliśmy się jak zamieniać latającej książki w myszy. Pani rozdała nam te książki . Po rozdaniu książek pokazała jak zamienić książkę w mysz . Machnęła różdżką i burknęła pod nosem. Nikt nie zrozumiał ale na tablicy było napisane zaklęcie więc nikt się nie martwił a brzmiało ,, Snufflifors".Pani potem usiadła na krześle i zaczęła przymrużać oczy .I nagle do głowy wpadł mi pomysł . Szepnęłam do Feliksa I Tycjana.
- Czy myślicie o tym co ja .
zadziornie się uśmiechnęli i kiwnęli głową .Wypowiedziałam zaklęcie i i złapałam mysz za ogon. Popatrzyłam się na mysz Feliksa ,Tycjana i na moją mysz . Moja mysz nie była taka sama jak chłopaków . Alfons siedzący przed nami śmiejąc się powiedział:
-Haha wyczarowałaś kartofla .
- A widziałeś swojego bo wygląda na anorektyka .-Ja dogryzając mu .
- Biedaczek jego pańciu nie karmi go a raczej zjada sam bo mu szkoda przeterminowanego serka oddawać myszce . - Dodając Feliks.
Zaczęliśmy śmiać po cichu . Myślałam że wybuchnę ze śmiechu ale bałam się Sroki śpiącej .Niestety Alfons jest kapusiem i zgłosił jej mój nie udany ,,projekt " i dostałam po uszach przez tego gamonia .Pani Urszula wstała z zimowego snu i zaczęła wytykać moje błędy praktyczne . Nie zbyt dobrze się czułam jak pani przed klasą zaczęła mnie pouczać.Po lekcjach musiałam przyjść na kółko wyrównawcze . To nie było fer .Jego mysz była w opłakanym stanie. Nie pójdzie mu to na sucho .
Mojego szczurka było szkoda znów zamieniać w książkę od zielarstwa ( nie moja ) więc złapałam w spiżarni innego szczura który potem był książką .Za złapanie szczura w spiżarce od kucharek dostałam słodycze (magiczne ) . Mogę komuś zrobić psikusa .Szczur którego oszczędziłam nazwałam Rex .Jest taki słodziutki i posłuszny. Jest bardzo inteligenty i rozumiemy się bez dwóch zdań .
Po południu wyszłam z chłopakami na świeże powietrze . Tam spotkaliśmy Alfonsa i jego bandę : Eryka i Zbigniewa. Tylko że Eryk i Zbigniew jest z Łojoskonu . Popatrzyłam się groźnym spojrzeniem i minęliśmy ich tylko że ja coś jeszcze zrobiłam. Zamieniłam ich głos na głos świni na 5 minut. Śmiesznie kwiczeli nawet nie zauważyli że rozmawiają inaczej .
Wiem że moja wyobraźnia nie zna granic ale porostu tak mam i nie da się nic zmienić.
Ostatnio jakoś wyczuwam że coś nie tak się w naszej szkole dzieje . Słonce przekrywa mrok tajemnic . Rex ciągle się wierci i piszczy .
Kreci mi się w głowie . Gdzie ja jestem ?Czy ktoś mnie słyszy ? Feliks , Tycjan pomóż mi . Dlaczego mnie nie rozumieeecieeeee.
( CIĄG DALSZY NASTĄPI )
Angelika Oczko
-Ciemno....-niezbyt dobry początek jak na nowy rok szkolny- pomyślała Angel. Perspektywa spędzenia dziesięciu miesięcy na Szklanej Górze była....no sama nie wiem..., ale na pewno lepsza niż przesiedzenie tego czasu w małym mieszkanku w Warszawie z tatą. Tutaj przynajmniej czułam się kimś, a tam było inaczej. Odkąd umarła mama wszystko się zmieniło. Miałam wtedy 11 lat. Pamiętam dokładnie ten moment, to było 5 dni przed dostarczeniem listu ze Szklanej Góry. Mama zmarła niespodziewanie i szybko, potrącił ją samochód, od tej pory odczuwałam naturalny lęk przed wszystkimi rodzajami środków transportu. Stąd ta ciemność, miałam zamknięte oczy przez całą podróż latającym autobusem, do Szkoły Magii i Czarodziejstwa na Szklanej Górze. Cieszyłam się, że mogę ją znowu zobaczyć. Te mury,korytarze to wszystko było takie inne.
-Wysiadka- rozległo się wołanie z autobusu
Posłusznie ruszyłam swoje cztery litery i opuściłam autokar. Niespodziewanie uderzył mnie w twarz miły wiaterek, dzień zapowiadał się dosyć fajnie.
-Siema, ruda, ogon jeszcze ci nie wyrósł, tylko tego ci brakuje do zostania wiewiórką.
- Odwal się- rzuciłam na odczepnego Adrianowi i przyspieszyłam kroku.
Oczywiście nigdzie nie mogło być idealnie,a ja byłam dumną posiadaczką rudych włosów, które nie cieszyły się zbyt dobrą reputacją wśród Adriana i jego bandy, zresztą nie tylko to. Mieli dziwną obsesję na punkcie czystej krwi,a moi rodzice byli, że się tak wyrażę mugolami (można więc się domyślić jak bardzo mnie lubili). Cieszyłam się, że je jest na ostatnim roku i że nie będę musiała go widywać dłużej niż rok. Dziwię się, że on i jego kumple trafili do Pogorzeli (zresztą jak ja), może i są inteligentni, ale muszą to starannie ukrywać.'' Lecz głowa do góry nic nie jest w stanie mi dzisiaj popsuć humoru''-powiedziałam sobie w duchu i ruszyłam w stronę szkoły.
***
-Angel, Angel...
ŁUUUP
Otworzyłam oczy, czując jak w głowie mi pulsuje co najmniej tak, jakby spadł na mnie fortepian (nie to żeby spadł, ale takie porównanko). Oczywiście nie obeszło się bez pierwszych wpadek. To tylko ja znowu pokazałam jak inteligentną jestem osobą spadając z łóżka, podczas snu. Śniła mi się mama, lecz ja w bardzo fajny sposób skróciłam sobie ten miły sen.
-Angel, nic ci nie jest- usłyszałam głos Laury-Jedynej osoby,która jako tako się do mnie odzywała (zresztą nie miała wyboru mieszkała ze mną w pokoju). Powszechnie uważano mnie za odludka, kogoś, że tak powiem be.
-Nie, nic dzięki - odpowiedziałam i jak najszybciej opuściłam pokój.
Nie lubiłam, gdy ktoś się o mnie troszczy. Niezły początek pierwszego dnia nauki - pomyślałam i udałam się w stronę Wielkiej Sali.
wtorek, 21 maja 2013
Poznajmy Melody.
Nazywam się Melody Miłostek, mam 16 lat czyli jestem z tzw. 6 rocznika w szkole magii na Szklanej Górze.
Właśnie co przyjechałam wraz z kuzynką Aurelią, mieszkamy dość daleko od Szklanej Góry dlatego zawsze przyjeżdżamy ostatnie. Po cichu nauczycielki poprowadziły nas do pokojów, szybko się rozpakowałyśmy i położyłyśmy się spać, ja jak zwykle nie spałam, patrzyłam na sufit i rozmyślałam o wielu rzeczach na raz. Ja i kuzynka pochodzimy z domu Angelussiren, nasze barwy to szary i niebieski, a zwierzę patronujące to chimera stworzona przez alchemika-założyciela domu Angelussiren, ta chimera to połączenie białego orła i ryby, nieśmiertelne stworzenie, której krew jest niezwykle magiczna, jest składnikiem większości eliksirów pochodzących z czarnej magii. Właściwie to chodzę do tej szkoły dopiero od dwóch lat, według praw naszej księgi powinnam chodzić teraz do 2 rocznika, ale dzięki ciotce Elen, która uczy nas zielarstwa można było nagiąć trochę przepisy. Nie mogłam od początku chodzić do szkoły ponieważ moi rodzice, a raczej ojciec jest... był alchemikiem, nie powinno to przeszkadzać w mojej nauce na czarodzieja... jednak w sercu ojca zapanowała ciemność i ból, nienawidził dyrektorki szkoły, pragnął zniszczyć szkołę magii i zabić wszystkich magików, stworzył chimerę tak potężną, że nikt nie zdołał jej pokonać, spustoszyła dużą część mugolskich miast, zabiła mojego ojca i okaleczyła mnie, na całe szczęście udało się komuś zniszczyć chimerę, jednak zło, które w niej tkwiło rozproszyło się w formie odłamków czarnych kamieni filozoficznych z czego jeden z nich trafił do mojego oka, wydobycie go było niemożliwe, dlatego aby upewnić się że żaden z czarodziej nie będzie pragnął mnie zabić za błędy ojca wymazano incydent z pamięci wszystkich, a legenda o siedmiu kamieniach grzechu została zapomniana. Dziś mogę normalnie chodzić do szkoły, zamiast prawej nogi mam protezę i kamień w lewym oku sprawił że na nie oślepłam, mimo wszystko wygląda normalnie oprócz czarnej tęczówki i tak mi to nie przeszkadza, a poza tym mam krótkie, czarne włosy, bladą karnację, moje zdrowe oko jest koloru zielonego i zazwyczaj noszę szalik o barwach mojego domu, który zasłania moje usta. Nienawidzę poznawać nowych ludzi, wszyscy pytają się: "dlaczego kulejesz?", "Co ci się stało z okiem?", nienawidzę tego... ale mimo wszystko wciąż czekam... aż słowa mojej mamy się sprawdzą... że pewnego dnia poznam osobę, która zbierze wszystkie kamienie grzechu i uwolni mnie od ciężaru, który wciąż noszę za mojego ojca.
Właśnie co przyjechałam wraz z kuzynką Aurelią, mieszkamy dość daleko od Szklanej Góry dlatego zawsze przyjeżdżamy ostatnie. Po cichu nauczycielki poprowadziły nas do pokojów, szybko się rozpakowałyśmy i położyłyśmy się spać, ja jak zwykle nie spałam, patrzyłam na sufit i rozmyślałam o wielu rzeczach na raz. Ja i kuzynka pochodzimy z domu Angelussiren, nasze barwy to szary i niebieski, a zwierzę patronujące to chimera stworzona przez alchemika-założyciela domu Angelussiren, ta chimera to połączenie białego orła i ryby, nieśmiertelne stworzenie, której krew jest niezwykle magiczna, jest składnikiem większości eliksirów pochodzących z czarnej magii. Właściwie to chodzę do tej szkoły dopiero od dwóch lat, według praw naszej księgi powinnam chodzić teraz do 2 rocznika, ale dzięki ciotce Elen, która uczy nas zielarstwa można było nagiąć trochę przepisy. Nie mogłam od początku chodzić do szkoły ponieważ moi rodzice, a raczej ojciec jest... był alchemikiem, nie powinno to przeszkadzać w mojej nauce na czarodzieja... jednak w sercu ojca zapanowała ciemność i ból, nienawidził dyrektorki szkoły, pragnął zniszczyć szkołę magii i zabić wszystkich magików, stworzył chimerę tak potężną, że nikt nie zdołał jej pokonać, spustoszyła dużą część mugolskich miast, zabiła mojego ojca i okaleczyła mnie, na całe szczęście udało się komuś zniszczyć chimerę, jednak zło, które w niej tkwiło rozproszyło się w formie odłamków czarnych kamieni filozoficznych z czego jeden z nich trafił do mojego oka, wydobycie go było niemożliwe, dlatego aby upewnić się że żaden z czarodziej nie będzie pragnął mnie zabić za błędy ojca wymazano incydent z pamięci wszystkich, a legenda o siedmiu kamieniach grzechu została zapomniana. Dziś mogę normalnie chodzić do szkoły, zamiast prawej nogi mam protezę i kamień w lewym oku sprawił że na nie oślepłam, mimo wszystko wygląda normalnie oprócz czarnej tęczówki i tak mi to nie przeszkadza, a poza tym mam krótkie, czarne włosy, bladą karnację, moje zdrowe oko jest koloru zielonego i zazwyczaj noszę szalik o barwach mojego domu, który zasłania moje usta. Nienawidzę poznawać nowych ludzi, wszyscy pytają się: "dlaczego kulejesz?", "Co ci się stało z okiem?", nienawidzę tego... ale mimo wszystko wciąż czekam... aż słowa mojej mamy się sprawdzą... że pewnego dnia poznam osobę, która zbierze wszystkie kamienie grzechu i uwolni mnie od ciężaru, który wciąż noszę za mojego ojca.
niedziela, 19 maja 2013
Dzień z Życia Wiktorii
dzień z życia Wiktorii
Po wyczerpującej podroży autobusem w końcu można odpocząć ale nie na długo. Znając Feliksa znów coś wymyśli. Feliks jest wysoki ; ma ciemną karnacje i długie czarne włosy, które zasłaniają mu pół twarzy. Jest bardzo energiczny i pomysłowy. Z nim można się pośmiać, bez niego świat był by nudny. Czasem jest zaskakujący. Odważny i lubiący przygody jak większość ludzi w moim domu.Przed bramą zamienił panią Beatę w kota i musieliśmy wylądować u Dyrektorki. Dyrektorka nie była zaskoczona naszymi odwiedzinami, już tyle na rozrabialiśmy w tej szkole, że księga wykroczeń jest już zapełniona. Nas niestety, tak łatwo nie wyrzucą z tej szkoły, bo jesteśmy ich złotą perełką .Dlaczego "złotą perełką"? A to dlatego, że jesteśmy zwycięzcami świata w konkursach naukowych i odkrywczych. Jeszcze dwa lata muszą ze mną wytrzymać. Kiedy Dyrektorka nas wypuściła poszliśmy do jadalni na kolacje. Sala była ogromna. Nic dziwnego, że wszystkie domy się mieszczą w tym pomieszczeniu. Było tyle różnych przysmaków, że nie wiadomo od czego zacząć. Ja nałożyłam sobie sałatkę owocową. Potem było przemówienie około 30 minut. Nudy ,nudy i jeszcze raz nudy. Po przemówieniu razem z Feliksem poszliśmy do swoich pokoi. Jak co roku moja książka od zielarstwa łasiła się do mnie. Pod sufitem świeciły gwiazdy a po podłodze zaczęły rozkwitać kwiaty różnego rodzaju. Koło kominka zaczęły tańcować feniksy. Feniks jest w herbie mojego domu. Zaczął ogień rozprzestrzeniać jak szalony wiatr. Otaczały nas gwiazdy i feniksy jednocześnie. Jeden usiadł mi na rękę i zaczęłam się palić ale ja jestem odporna na oparzenia i spalenia ponieważ od urodzenia jestem taka ognista. Jak u mnie temperatura ciała wynosi 68 stopni. Z moją lokatorką Elą zaczęłyśmy czarować nasz pokój. Nasze rzeczy zaczęły latać i zrobił się mały bałagan. O trzeciej w nocy gdy Ela spała, poszłam po Feliksa, by przywitać spóźnialskich: Tycjana i jego o 2 lata młodszą siostrę Alicje. Tycjan jest najbardziej wyluzowany. Ma krótkie włosy blond i oczy koloru błękitu. Jego siostra chodzi do domu Pogorzeli. Tam dopiero są naukowcy. Może i mamy jakieś osiągnięcia ale przy nich to małe robaczki w trawie. W Murgragonie są przede wszystkim luzacy i przygodomaniacy.
Nie mogę czasem uwierzyć że żyje z szaleńcami. Takie mamy pomysły nie z tej ziemi. Nie żałuje że tu trafiłam.Teraz jestem zmęczona, idę spać. Jutro tyle do roboty...
Dzień z życia Tomeczka :)
Witam! Oto pierwszy rozdział z Dziejów Szklanej Góry! Mam nadzieję, że polubicie mojego Tomeczka ;)
Przepraszam za tak dziwne nazwy domów. Pomysł tego bloga powstawał na jednej z tych lekcji, na której to nie było nauczyciela i z nudów zaczyna się robić różne rzeczy.
------------------------------------------
Fiuuuuuuuu! Rozległ się świst klaksonu, świadczącego o przylocie autobusu na Szklaną Górę. Podniosłem oczy ku niebu, by zobaczyć ten, niewątpliwie ciekawy okaz.
Wymalowany na pstrokate kolory autobus właśnie osiadał z głuchym hukiem na ziemi. Wyglądał na takiego, co to dwudziestki ludzi nie pomieści, a jednak mieściła się w nim znaczna część uczniów szkoły wraz z niektórymi nauczycielami. Nietrudno się domyślić, że był obłożony całą masą zaklęć, dzięki którym wszyscy się mieścili.
Gdy tylko drzwi owego autobusu uchyliły się, cała masa ludu udała się właśnie w tą stronę. Ja wam mówię, tłumy jak na promocji w Lidlu. Stałem sobie spokojnie na tyłach, cóż uczniowi z szóstego roku nie przystoi się pchać. Poczekałem sobie, aż ogólne zamieszanie zostanie ogarnięte. Wtedy, jako jeden z ostatnich, wszedłem do autobusu, ze swoim ulubionym plecaczkiem na plecach.
Tak jak się spodziewałem w autobusie nic się nie zmieniło. Od środka był on znacznie dłuższy,a także miał parę dodatkowych pięter. Wspiąłem się na trzecie piętro, przedział mojego domu, Łojoskonu( naprawdę dzika nazwa, ja wiem! Ale to od nazwisk założycielek!y) Tam odnalazłem swój, nieoficjalny pokoik
i otworzyłem drzwi na oścież.
- Tamcio!
Zawołała Iza, koleżanka z domu. Tak samo jak autobus, nic się nie zmieniła. Jej smukłą twarzyczkę okalały jasne, kręcone włosy, a błękitne oczy patrzyły na mnie rzucając ciepłe błyski. Miała na sobie za dużą bluzę w barwach Falubazu, pochodziła z Zielonej Góry i, choć nie wyglądała, jest miłośniczką żużlu. Zamiłowanie te odziedziczyła po swoim tacie, są do siebie podobni jak dwie krople wody...
Uśmiechnąłem się do niej, po czym zająłem miejsce koło Bartka. Zapatrzony za okno, w słuchawkach na uszach, kompletnie nie zauważył pojawiania się mojej osoby. On też za wiele się nie zmienił. Te same brązowe włosy zaplecione w dredy związane z tyłu w śmiesznego kucyka, te same ciemnobrązowe oczy. Tylko, że tym razem na nosie spoczywały mu duże okulary. Szczerze, to dużo z siebie dawałem, by się nie śmiać. To było jak zabawa we wskaż, który element nie pasuje do pozostałych, na poziomie przedszkolaka. Oprócz tych okularów miał na sobie biały podkoszulek i ciemne spodnie.
Podszedłem do niego na niebezpieczną odległość, po czym nachyliłem się do jego ucha. Cichutko i delikatnie, by zaraz potem wydać z siebie morderczy ryk:
- Bartusiu! Co tam u ciebie?!
Jak wyrwany z transu gwałtownie zamachnął się rękoma i trafił w moją twarz. Bolało. Jak cholera. Facet nawet nieświadomie potrafi zrobić krzywdę
- Tomek! Ty skretyniały palancie! Ila ja ci już mówiłem, żebyś mi się nie darł do ucha?! Ja kiedyś przez ciebie ogłuchnę!
Mimo wciąż bolącej twarzy leżałem na podłodze zwijając się ze śmiechu. Tak jak każdego roku przedtem, nic się nie zmieniło. Zaraz potem Bartkowi puściły nerwy i wycelował swoją dębową różdżkę w moją stronę. Zacząłem się śmiać jeszcze głośniej, to przez te okulary. Nagle w drzwiach pojawiła się jeszcze jedna osoba. Jolka stała i przypatrzyła na mnie z góry. Bartek natychmiast schował różdżkę i spuścił wzrok. Hehehe. Już ja wiem, co się święci. Zresztą święciło i prawdopodobnie święcić będzie. Otóż Bartek od ponad roku podkochuje się w Jolce. Wyciągnąłem od niego tą informację pewnego pięknego wieczoru, którego to nafaszerowałem go nieprzepisową dawką eliksiru uspokajającego.
Zresztą nie dziwię się mu. Jolka była naprawdę ładną dziewczyną. Duże, niebieskie oczy, czerwoniutkie wargi, ciemne, długie włosy. To nie wszystko! Wysoka, postawna i smukła. Nic, tylko się zakochać! Tak pomyślałby człowiek, który widzi ją pierwszy raz. Niestety jej charakter nie jest tak...piękny. Znana na całą szkołę jako Ostra Dama Łojoskonu, słynęła ze swej cierpkości i zadziorności. Na dodatek miewała swoje humorki i przeróżne fanaberie... Jednak niezrażony jej charakterem Bartek wciąż jest w niej ślepo zadurzony! Biedaczysko!
- Tomciu, czy ja muszę strzępić sobie nerwy już z samego rana? Co ty w ogóle robisz?! Jesteś prefektem! Nie przynoś nam wstydu!
Wrzeszczała na mnie tak głośno, że prawdopodobnie na parterze pierwszoroczni kulili się na swoich siedzeniach, zastanawiając się, co to za potwór.
- Nie drzyj się tak! Cały autobus się przez ciebie trzęsie! Poza tym to nie moja wina! On też jest winny!
Wskazałem oskarżycielsko na Bartka, który zabijał mnie wzrokiem.
- To ty się na mnie rzuciłeś!
- Trzeba się było pilnować!
- Że też ty jesteś prefektem! Nawet Zgrzyt byłby lepszy!
Powiedział, a nie miał prawa.
Niech on mnie nawet nie porównuje do tego barana! Julian Zgrzyt był najbardziej kiczowatym dzieckiem dzieckiem z łoża Łojoskonu! Lalusiowaty, przewrażliwiony, przedstawiał gamę tych cech, przy których lądował na szarym końcu łańcucha fajności.
W końcu jednak odetchnąłem, wstałem, otrzepałem ubranie i z wyższością usiadłem na miejscu obok Izy i spojrzałem Bartkowi w oczy.
- Bartusiu, ty wiesz, że jestem najlepszym prefektem jakiego mieliście w ciągu tych lat nauki na Szklanej Górze. Nie zamieniłbyś mnie na nikogo innego.
Powiedziałem uśmiechając się zadziornie. On tylko znowu łypnął na mnie groźnie, po czym znowu zapatrzył się za okno, za którym przesuwały się puszyste chmury, co jakiś czas kaczki przelatywały. W ogóle nie zwróciłem uwagi na to, że już ruszyliśmy. Autobus sunął łagodnie wśród chmur, wznosząc się i opadając. Miałem za sobą nie przespaną noc, więc po chwili pozwoliłem myślom odpłynąć i dać się ukołysać.
*
Obudziłem się w dość rozłożony na całą kanapę. Otworzyłem oczy, ale nikogo nie było w przedziale. Wyparowali, czy w bufecie jest jakaś wyprzedaż? Zdezorientowany wyszedłem z przedziału i rozejrzałem się dookoła. Też pusto. Zszedłem na parter, gdzie zauważyłem kierowcę czytającego jakąś książkę.
- Proszę pana...a gdzie bagaż?
Ten podskoczył na krześle i spojrzał na mnie zaskoczony.
- Jaki bagaż?
- No pasarzernia...
- Wyszli i to jakieś pół godziny temu...
- Słucham?!
Poszli sobie?! Beze mnie?! Ci parszywi pseudo przyjaciele! Pewnie chcieli się zemścić! Już sobie to wyobrażam! Pewnie teraz zajadają się frytkami. lub jeszcze innym pysznym świństwem! Jak ich dorwę, to pozabijam!
Wszedłem z autobusu, po czym w zawrotnym tempie skierowałem się do szkoły. Przy bramie napotkałem pana Zbigniewa, szkolnego odźwiernego. Na mój widok jego twarz przybrała czerwony kolor.
- Wilk! Czy ty w ogóle zamierzasz trafić dzisiaj do szkoły?
- Zamierzam, jeżeli mnie pan wpuści.
Powiedziałem zgodnie z prawdą. Pan Zbigniew nie słynął z cierpliwości, ani z dobroduszności.
- A jeżeli nie mam zamiaru cię wpuszczać?
- To w tedy wyświadczy mi pan przysługę, bo będę wtedy będę mógł powiedzieć, że to pan mnie zatrzymał.
Zazgrzytał zębami i machną ręką na bramę, która otworzyła się z takim samym zgrzytem. Wbiegłem przez nią na terem szkoły, następnie skierowałem się w stronę wejścia do pałacu. Jak mnie dyrektorka dopadnie, to nie puści mnie do Gwiazdki! A jak ja dopadnę tych jakże wiernych przyjaciół, to nie puszczę ich jeszcze dłużej!
Subskrybuj:
Posty (Atom)