Nazywam się Melody, mam 16 lat i pochodzę z domu Angelussiren. Dzisiejszy dzień był naprawdę wkurzający, mogę go spokojnie dodać do jednego z dni pechowych, kiedy wychodziłam na korytarz omal nie zostałam potrącona przez rudowłosą dziewczynę, zgubiłam książkę zielarską i wplątałam się w niezłe bagno... bano... czyli punktem kulminacyjnym w tym bagnie była moja kuzynka. Kidy schodziłam ze schodów aby udać się do klasy na lekcję alchemii w mojej nodze coś strzykło (w sztucznej nodze oczywiście), upadłam na barierkę, nie mogłam utrzymać równowagi więc postanowiłam usiąść na schodku, "Nic ci nie jest?" zapytała kuzynka, "N-nie... wszystko w porządku... tylko... nie potrafię ustać na nogach..." odpowiedziałam. Aurelia wzięła mnie szybko pod rękę i ruszyłyśmy w stronę pielęgniarki.
- Hej, Melody... - zapytała Aurelia.
- Tak? - odpowiedziałam.
- Ciocia... no wiesz, ciocia Elen opowiadała mi o siedmiu kamieniach grzechu... czy... czy to prawda że jedno z nich jest w twoim oku?! - zamilkłam, to co powiedziała moje kuzynka zaskoczyło mnie, przecież jak to możliwe aby ktokolwiek pamiętał o tym wydarzeniu...
- Tak. - Nie miałam innego wyboru, Aurelia jest dla mnie jak siostra, nie mogłam skłamać.
- I... i jak ten kamień wygląda?
- Te kamienie właściwie nie mają kształtu, ale my, czyli śmiertelnicy, spostrzegamy je jako serca.
- Serca? - usiadłyśmy na ławce aby chwilkę odpocząć.
- Tak, serca. Każde z tych serc posiada w sobie energię: Ognia, Wody, Ziemi, Flory, Światła i Ciemności.
- A... a ten w twoim oku?
- To kamień Duszy, nie mogli go wyciągnąć ponieważ był za potężny... najwyraźniej moja dusza jakoś go "uśpiła" i dzięki temu jego wpływy na ten świat są neutralne...
- A skąd ty to wiesz? Skąd mogę wiedzieć czy nie jesteś czasem jakimś demonem czy ciort wie czym! - zaśmiała się.
- Bo wiem, jak mogłabym nie wiedzieć co we mnie siedzi? - odwzajemniłam uśmiech, wstałyśmy i ruszyłyśmy dalej.
Dotarłyśmy do pielęgniarki, która wymieniła mi protezę na nową, teraz obecnie siedzę i umieram z nudów na lekcji z eliksirów. Ten dzień naprawdę nie był udany, zepsuta proteza, zdradzenie tajemnicy... i ten ból głowy i niepokój... niestety w obecnej chwili mogę tylko siedzieć i czekać aż ból minie, nie lubię faszerować się tabletkami... na tyle jest dobrze, że wreszcie pocztą przybyła moja ukochana sówka, rasa: płomykówka, imię: Casia, jedyna istota na tym świecie, która mnie rozumie jak nikt... oczywiście kocham swoją kuzynkę ale dla mnie jest za bardzo do przodu.... ja wolę iść swoim wolnym krokiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz