-Ciemno....-niezbyt dobry początek jak na nowy rok szkolny- pomyślała Angel. Perspektywa spędzenia dziesięciu miesięcy na Szklanej Górze była....no sama nie wiem..., ale na pewno lepsza niż przesiedzenie tego czasu w małym mieszkanku w Warszawie z tatą. Tutaj przynajmniej czułam się kimś, a tam było inaczej. Odkąd umarła mama wszystko się zmieniło. Miałam wtedy 11 lat. Pamiętam dokładnie ten moment, to było 5 dni przed dostarczeniem listu ze Szklanej Góry. Mama zmarła niespodziewanie i szybko, potrącił ją samochód, od tej pory odczuwałam naturalny lęk przed wszystkimi rodzajami środków transportu. Stąd ta ciemność, miałam zamknięte oczy przez całą podróż latającym autobusem, do Szkoły Magii i Czarodziejstwa na Szklanej Górze. Cieszyłam się, że mogę ją znowu zobaczyć. Te mury,korytarze to wszystko było takie inne.
-Wysiadka- rozległo się wołanie z autobusu
Posłusznie ruszyłam swoje cztery litery i opuściłam autokar. Niespodziewanie uderzył mnie w twarz miły wiaterek, dzień zapowiadał się dosyć fajnie.
-Siema, ruda, ogon jeszcze ci nie wyrósł, tylko tego ci brakuje do zostania wiewiórką.
- Odwal się- rzuciłam na odczepnego Adrianowi i przyspieszyłam kroku.
Oczywiście nigdzie nie mogło być idealnie,a ja byłam dumną posiadaczką rudych włosów, które nie cieszyły się zbyt dobrą reputacją wśród Adriana i jego bandy, zresztą nie tylko to. Mieli dziwną obsesję na punkcie czystej krwi,a moi rodzice byli, że się tak wyrażę mugolami (można więc się domyślić jak bardzo mnie lubili). Cieszyłam się, że je jest na ostatnim roku i że nie będę musiała go widywać dłużej niż rok. Dziwię się, że on i jego kumple trafili do Pogorzeli (zresztą jak ja), może i są inteligentni, ale muszą to starannie ukrywać.'' Lecz głowa do góry nic nie jest w stanie mi dzisiaj popsuć humoru''-powiedziałam sobie w duchu i ruszyłam w stronę szkoły.
***
-Angel, Angel...
ŁUUUP
Otworzyłam oczy, czując jak w głowie mi pulsuje co najmniej tak, jakby spadł na mnie fortepian (nie to żeby spadł, ale takie porównanko). Oczywiście nie obeszło się bez pierwszych wpadek. To tylko ja znowu pokazałam jak inteligentną jestem osobą spadając z łóżka, podczas snu. Śniła mi się mama, lecz ja w bardzo fajny sposób skróciłam sobie ten miły sen.
-Angel, nic ci nie jest- usłyszałam głos Laury-Jedynej osoby,która jako tako się do mnie odzywała (zresztą nie miała wyboru mieszkała ze mną w pokoju). Powszechnie uważano mnie za odludka, kogoś, że tak powiem be.
-Nie, nic dzięki - odpowiedziałam i jak najszybciej opuściłam pokój.
Nie lubiłam, gdy ktoś się o mnie troszczy. Niezły początek pierwszego dnia nauki - pomyślałam i udałam się w stronę Wielkiej Sali.
ohoh! ile Tych postaci, ale każda jak dotąd czytam jest ciekawa, bo różni się od innych :) Czekam na dalsze rozdziały!
OdpowiedzUsuń